Komunikacja w medycynie – wywiad z pchor. Michałem Zalewskim

Komunikacja w medycynie – ostatnio głośno i dużo się o tym mówi.
Choroba to stan, który wymaga od personelu medycznego wysokiej umiejętności komunikowania się z pacjentem. Ważne jest, aby komunikacja nie zamieniła się w  bezosobowe informowanie. Oczywiście stan chorobowy to nie jedyny stan, gdzie lekarze powinni uwrażliwić się na komunikację
z pacjentem. A lekarze to nie jedyna grupa zawodowa, która  ma szczególną relację z drugim człowiekiem. Mam na myśli pielęgniarki, ratowników medycznych, policjantów, żołnierzy. Oni wszyscy często podejmują decyzje o życiu drugiego człowieka.
W ubiegłym tygodniu byliśmy w Lublinie na konferencji poświęconej komunikacji w medycynie. Tam po licznych wykładach miałem szansę przekonać się, co to znaczy skuteczna komunikacja w zespole.
W trzyosobowym teamie musieliśmy udzielić pierwszej pomocy medycznej poszkodowanemu. Mając za wsparcie dwóch doświadczonych ludzi nic nie powinno sprawić nam trudności. A jednak…

Foto 1; Zdjęcie z warsztatu w Centrum Symulacji Medycznej w Lublinie.
Foto 1: Zdjęcie z warsztatu w Centrum Symulacji Medycznej w Lublinie.

Tuż po wejściu na salę nasz plan zaczął się sukcesywnie zawalać. Prowadzący warsztat krzyczał do mikrofonu, poszkodowany coś mruczał pod nosem. Naszym zadaniem było zebrać wywiad od poszkodowanego podczas opatrywanie jego ran. W każdej chwili mógł stracić przytomność. Prowadzący bardzo szczegółowo dopytywał nas o dawki podawanych płynów, było głośno, panował półmrok. W ferworze walki, mierząc się z adrenaliną, brakiem czasu, niesprzyjającymi warunkami, ciężko było zrozumieć poszkodowanego. A przecież trzeba było się jeszcze komunikować w teamie oraz odpowiadać na pytania prowadzącego. Przepływ informacji w takich warunkach nie jest czymś łatwym. Potrzeba dużo wysiłku.

 

Foto 2; Zdjęcie z kolekcji M.Zalewskiego
Foto 2: Zdjęcie z kolekcji M.Zalewskiego

Pchnęło mnie to do pogłębienia tematu. Postanowiłem przeprowadzić wywiad z pchor. Michałem Zalewskim – dowódcą Sekcji Ratownictwa Taktycznego (WCKM w Łodzi). Michał jest Instruktorem BLS/AED, Ratownikiem KPP, Ratownikiem WOPR. Działa w organizacjach NGO. Działacz OSP  oraz ZHP – tam prowadził Harcerski Klub Ratowniczy.

 

  • Kiedy zapytałem Michała jakie są największe trudności związane z tym zawodem, odpowiedź była zaskakująca:Hmm, myślę, że takie jak w każdej innej pracy, w której jest się narażonym na jakiś stres i ma się sporą odpowiedzialność. Przykładowo jako kierownik ratowników człowiek często styka się z brakiem zrozumienia ze strony „plażowiczów”.[…] Na wszelkie uwagi ludzie reagują zazwyczaj agresywnie. Z kolei podczas zabezpieczeń medycznych ratownicy często spotykają się z osobami pod wpływem alkoholu – wtedy najczęściej komunikacja jest utrudniona, co generuje przeróżne sytuacje – od tych bardzo śmiesznych po dość niebezpieczne. […] W wojsku jest trochę inaczej.[…] Tutaj sprawa jest łatwiejsza – wszyscy gramy w jednej drużynie i każdy zna ryzyko jakie się z tą „grą” wiąże. Wydaje mi się, że przez tą świadomość każdy (żołnierz) raczej cieszy się na widok „medyka” i stara się ułatwić mu to co ma zrobić, a nie doszukuje się drzazgi w oku;)
  • W jaki sposób udaje Ci się powstrzymywać emocje?

Mam ten komfort, że sytuacje stresowe mnie mobilizują i nie mam wtedy raczej problemu z opanowaniem emocji. Po prostu trzeba zrobić swoje, wykrzyczeć można się po akcji. Na pewno pomaga w tym skupienie na celu jaki jest do zrealizowania. Zawsze wydawało mi się, że na tym między innymi polega profesjonalizm działania – najpierw zadanie, potem wszystko co jest obok. A to, że po fakcie zdarza się powiedzieć kilka ostrzejszych słów to chyba nawet zdrowa reakcja <śmiech>

Foto 3; Zbiory M.Zalewskiego
Foto 3:  Zdjęcie z kolekcji M.Zalewskiego
  • Co czujesz po udanej akcji?

Na pewno jest satysfakcja, poczucie spełnienia, chyba po prostu radość. Ale na pewno są też przemyślenia, co można było zrobić lepiej – nigdy nie jest idealnie, zawsze można coś poprawić. […]Jest więcej propozycji co można by zrobić szybciej, skuteczniej […] Ostatnio mieliśmy z chłopakami z sekcji okazję sprawdzić się w praktyce – zaraz koło naszej jednostki był dość poważny wypadek, a my akurat byliśmy „za płotem”. Niewiele myśląc złapaliśmy za sprzęt i pobiegliśmy na miejsce. Całość nie trwała długo, zrobiliśmy co się dało do przyjazdu zrm i tyle. Nic wielkiego i nie chodzi mi tu o to, żeby jakoś się nad tym tutaj rozwodzić. Bardziej chodzi mi o to, że po całej akcji mimo, że nikt w sumie za dużo nie mówił, nikt nie skakał z radości itd. to dało się poczuć taką „aurę” jedności, jak w prawdziwym zespole. To jest bardzo budujące;)

  • Co czujesz po nieudanej akcji? Jak reagujesz? Czy wspieracie się w zespole? Czy macie potrzebę przegadania tego?

[…] Na pewno jest potrzeba rozmowy, bo nikt nie jest sam dla siebie i tylko jako zespół stanowimy jakąś siłę zdolną do działania. Jasne, że jak we wszystkich relacjach międzyludzkich zdarzają się ostre słowa. Wydaje mi się, że dopóki skupiamy się na problemie i to jego „atakujemy” to wszystko jest ok. Wiele razy przekonałem się, że najważniejsza jest współpraca i zgranie, dlatego siłą rzeczy staramy się nie wprowadzać niepotrzebnych komplikacji w naszych relacjach

Foto 4; Zdjęcie z kolekcji M.Zalewskiego
Foto 4:  Zdjęcie z kolekcji M.Zalewskiego
  • Czy w zespole macie wypracowane jakieś procedury, w sposobie przekazywania informacji? Posługujecie się jakimś kodem?

Zwłaszcza wojsko to jeden wielki „kod” <śmiech> Koduje się tu wszystko, od nazw sprzętów, po procedury, nazwy własne oddziałów/jednostek itd. Na początku człowiek sobie myśli, że to jakiś „kosmos”. Ale potem zaczyna się w tym łapać i w sumie jakbym dzisiaj miał używać pełnych nazw to chyba byłoby ciężko. Co do samego działania to wchodzą tutaj nie tylko skróty, ale też „slangowe” określenia, którymi często łatwiej nam się posługiwać. Do tego trochę gestów i wychodzi całkiem fajna plątanina <śmiech> Ale skoro działa to znaczy, że w tym szaleństwie tkwi metoda;)

  • Czy uważasz, że istnieje potrzeba szkoleń pracowników medycznych z komunikacji z pacjentem?

Jak najbardziej. […] Z mojej perspektywy to jest z tym czasem spory kłopot, bo wielu z nas zapomina w „ferworze walki” właśnie o komunikacji. Mimo, że zawsze się mówi o wsparciu psychicznym nawet przy poszkodowanym nieprzytomnym. […] Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, żeby zwrócić w końcu uwagę na to jak ważna jest ta komunikacja, a nie zostawiać jej w tyle. W końcu to w jaki sposób usłyszymy diagnozę (niejednokrotnie bardzo trudną do przyjęcia) jest równie istotne co późniejsze leczenie, bo w dużej mierze decyduje o nastawieniu pacjenta do dalszego postępowania

  • Czy w programie studiów miałeś zajęcia z komunikacji? Czy sądzisz, że są one potrzebne?

Są różne dziwne przedmioty na studiach, na których się ten temat porusza […]Profesjonalizm(lekarski) – w sumie było tam o tym trochę, ale bez szału. No i etyka – totalny szok, myślałem, że to będą nudne zajęcia, a tak na prawdę poruszane problemy były na prawdę ciekawe. W sumie było też właśnie o tym, jak z pacjentem o pewnych sprawach rozmawiać i sporo mi to dało;) Poza tym zrobiłem trochę kursów przed i w trakcie studiów i np. na kursie instruktorskim BLS/AED kładzie się duży nacisk na sposób przekazywania informacji kursantowi. Tak na prawdę można to przełożyć na wiele innych dziedzin życia i ta wiedza jest bardzo przydatna. To chyba jeden z najlepszych kursów na jakich byłem. 

  • W jakich sytuacjach komunikacja z drugim człowiekiem (personelem medycznym, pacjentem) bywa najłatwiejsza i najtrudniejsza?

Myślę, że najłatwiej jest wtedy kiedy jest czas i nie ma jakiegoś poważnego zagrożenia. Chociaż w sumie czasem z niczego potrafimy zrobić aferę <śmiech> Jak już się dzieje i trzeba wrzucić wyższy bieg to oczywiście jest trudniej. Jeśli personel/zespół jest zgrany to najpewniej ogarnia sytuację i nie ma z tym problemów. Gorzej kiedy trzeba jeszcze przekonywać pacjenta, żeby nie próbował ściągnąć tego kołnierza, a tym wenflonem nikt nie chce mu przebić ręki na wylot.

 

  • Czy Ty sam zwracasz uwagę, aby Twoja komunikacja z innymi była jasna i skuteczna?

Jasne, że zwracam. Nawet się staram <śmiech> Ale mam też świadomość, że często nie wychodzi mi to tak, jakbym tego chciał. Jeszcze długa droga przede mną <śmiech> Chociaż chyba dostrzeganie problemu to dobry początek <śmiech>.

Pragnę gorąco podziękować pchor. M. Zalewskiemu za poświęcenie chwili i udzielenie wywiadu. Mam nadzieję, że problem komunikacji w medycynie sukcesywnie będzie rozwiązywany. Personel medyczny będzie sprawniej komunikował się między sobą, a tym samym udzielał nam pomocy z lepszymi efektami. Że my, jako pacjenci nie będziemy już tak bardzo bali się usłyszeć diagnozy. I wreszcie, że pobyt w szpitalu nie będzie traumą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*